Paweł Droździak psychoterapia

A gdy znajdziesz się już wśród obcych ludzi, będzie dla Ciebie zdumiewające, jak bardzo są oni przyzwoici. Nikt Cię nie wyśmiewa, ani nie obmawia, nikt nie jest urażony twoim sukcesem ani nie rozkoszuje się Twoją porażką. To co było kiedyś, można zostawić za sobą, umorzyć w pewien sposób.

Garrison Keillor - „Rozstanie z domem”

Pozytywnie! Optymiści żyją lepiej.

Wywiad dla Świata Zdrowia (swiat-zdrowia.pl) z 8.04.2010
 

Optymiści żyją dłużej?

Optymizm można określić jako przekonanie, że coś ułoży się po naszej myśli. Takie przekonanie może mieć dwa źródła. Pierwszym jest wiara we własne możliwości i w to, że świat jest zasadniczo dobrym miejscem. Drugim źródłem takiego przekonania może być wypieranie ze świadomości głęboko przeżywanego lęku i niechęć do podejmowania odpowiedzialności. Jest to taki stan „bycia ciągle dzieckiem”. W obu przypadkach możemy mówić o jakimś obniżeniu poziomu lęku, a im niższy poziom lęku, tym mniejsze obciążenie organizmu. Zatem i dłuższe życie.
 

A co z tzw. nadmiernym optymizmem?

To druga strona medalu – może być niebezpieczny. Mniejszy poziom lęku oznacza bowiem także mniej działań zabezpieczających zdrowie. Mężczyźni na przykład dużo częściej są optymistami, jeśli chodzi o szkodliwość ich nałogów, okresowe badania lekarskie lub niebezpieczną jazdę samochodem. To nie przedłuża im życia.
 

Czy optymizmu można się nauczyć? Osoby z pesymistycznym obrazem świata lub zdystansowane mogą to postrzeganie zmienić?

Jak najbardziej! Przede wszystkim trzeba odkryć, że nasze przekonania o tym, jak będzie, wynikają z naszego nastawienia, a nie z wiedzy, „jaki świat jest naprawdę”. Mamy specyficzny filtr myślowy, który jednym przed wakacjami każe spodziewać się włamania do mieszkania, a drugim świetnej zabawy. To filtr, nie rzeczywistość.
 

Myślałam raczej o ludziach, których los czy zdarzenia życia doświadczają nie do końca pozytywnie – oni mają chyba prawo myśleć, że świat nie zawsze jest miejscem dobrym. Jak mogą zmienić to myślenie, jak zarazić optymizmem pesymistów – da się w ogóle?

Przez wskazanie, że to, czego się spodziewają i jak myślą, jest tylko stylem poznawczym, a nie prawdą. Pesymista to ktoś, kto koncentruje się raczej na negatywach i zagrożeniach. Można mu wskazywać , że są też inne aspekty sprawy, które pesymista konsekwentnie pomija. Z czasem nauczy się przewidywać to, co mu pokażemy, a więc nauczy się i sam to dostrzegać.
 

Czy optymizm może być niebezpieczny? Niektórzy psychologowie zalecają raczej racjonalizm, bo co zrobić z rozczarowaniem, gdy sprawy nie przedstawiają się tak, jak sobie wmawialiśmy, że się potoczą?

Warto tu wspomnieć o tak zwanym „pozytywnym myśleniu”. Ten termin był jakiś czas temu bardzo modny, obecnie służy raczej jako synonim powierzchownej, płytkiej „amerykańskiej” psychologii. Cały szkopuł w tym, na ile ten nasz optymizm jest głęboki. Czymś innym jest autentyczna, głęboka wiara w to, że mamy jakieś możliwości i że świat nam sprzyja, wynikająca ze zrozumienia własnego życia i z wewnętrznego pogodzenia się z nim i równowagi, a czymś innym jest rozpaczliwa próba nałożenia myśli, że „wszystko mogę” na zranione, przestraszone i bezradne wnętrze w nadziei, że to wszystko zmieni. W pierwszym przypadku, jeśli spotka nas coś złego, potrafimy to sobie przepracować wewnętrznie i nas to nie rozbije. W drugim przypadku człowiek przypomina nadmuchany balon, z którego, jeśli pod wpływem porażki wyleci powietrze, nie zostaje dosłownie nic.
 

Około 10 lat temu, w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne, by psychologia nie zajmowała się tylko deficytami, ale i poszukała jasnych stron życia, zaczęto badać, co człowieka czyni zadowolonym, jak dąży do szczęścia. Pojawił się nowy nurt w psychologii, tzw. psychologia pozytywna. Chcemy być szczęśliwi i wiedzieć, jak to osiągnąć. Jak?

Pierwsi psycholodzy byli jednocześnie lekarzami, stąd psychologia jest historycznie połączona raczej z medycyną. Czyli z leczeniem chorób. Obecnie coraz większe zainteresowanie psychologów wzbudza to, co się dzieje z człowiekiem, który się na żadne psychologiczne problemy nie uskarża. Badanie tego, jak funkcjonują osoby, którym jest w życiu dobrze, to dotychczas nieco zaniedbany w psychologii obszar i świetnie, że jest rozwijany. Jak dotąd jedynym naprawdę niebanalnym odkryciem tzw. psychologii pozytywnej Seligmana wydaje mi się odkrycie „stanu flow”. Jest to stan całkowitego pochłonięcia czynnością z pełnym, spontanicznym zaangażowaniem w nią. U niektórych stan taki pojawia się w tańcu, u innych podczas prowadzenia samochodu, przy pewnych ulubionych rodzajach pracy czy kontemplowaniu ulubionej przez kogoś sztuki.
 

Zatopienie się w lubianej czynności? Tak zwany „przepływ”?

Według odkrywcy „stanu flow” to właśnie ten specyficzny stan umysłu – stan działania z zaangażowaniem, spontanicznego nieskrępowanego reagowania na zmieniającą się sytuację – daje odpoczynek, relaks i satysfakcję, które pozwalają na przykład wypoczywać. Natomiast stan biernego odbierania wrażeń lub ich braku nam nie pomaga. Dlatego na przykład ktoś, kto pojechał na narty i na nich jeździł, czuje się wypoczęty, choć jego mięśnie są zmęczone, natomiast ten, kto przez wiele godzin wpatrywał się tępo w TV, patrząc na narciarzy absolutnie nie będzie wypoczęty, tylko znużony. Dojście do perfekcji w jakiejś czynności jest możliwe właśnie dzięki flow. Tam, gdzie nie ma flow, jest napięcie i zahamowanie.
 

Kłania się buddyzm…

Tak, Azjaci odkryli flow na dwa tysiące lat przed „psychologią pozytywną”, ale w Europie dużo łatwiej to popularyzować jako „stan flow”.

 

Tekst wywiadu: Renata Mazurowska i Paweł Droździak dla Świata Zdrowia.  

 

Projekt graficzny i skład: W3 Style Serwisy Internetowe 2009