A gdy znajdziesz się już wśród obcych ludzi, będzie dla Ciebie zdumiewające, jak bardzo są oni przyzwoici. Nikt Cię nie wyśmiewa, ani nie obmawia, nikt nie jest urażony twoim sukcesem ani nie rozkoszuje się Twoją porażką. To co było kiedyś, można zostawić za sobą, umorzyć w pewien sposób.
Garrison Keillor - „Rozstanie z domem”
Pytanie jest co najmniej niestosowne. Wrzeszczące, rozkojarzone dzieci dniem i nocą dręczą rodziców a nauczycieli doprowadzają do rozpaczy. W kolejce nie ustoją, zdania dopowiedzieć do końca nie dadzą, w ławce nie usiedzą a jak wysłać takiego po kredę, to jeśli zmierzając ku drzwiom choć tablicy ze ściany nie urwie to pewnie chory.
Czy ktoś ich jeszcze nie spotkał? Istnieją programy dla dzieci z ADHD, leki na ADHD, stowarzyszenia dla bliskich i dla terapeutów, szkolenia i książki, ulotki i uczone dysertacje.. Czteroliterowiec stał się w ostatnich latach tak dobrze rozpoznawalnym symbolem, że żaden inny, włącznie z tym znanym z kabały nie może już z nim konkurować.
Nie ważąc się mieć wątpliwości przyjrzyjmy się więc temu bliżej. O czym właściwie mówimy? Kiedy rodzic lub nauczyciel stwierdzają, że dziecko prawdopodobnie cierpi na ADHD, mówią o czymś szczególnym, co widzą. Dzieciak biega więcej niż inne, nie słucha poleceń, rzadziej i krócej wydaje się skupiać, przerywa innym, łatwo i szybko się nudzi, zmienia wątek, nie kończy czynności.. Większość rodziców lekarzami nie jest. Wśród nauczycieli jest lekarzy jeszcze mniej. Nie mówią więc, że dziecko ma ADHD tylko, że ma je prawdopodobnie i że sprawdzić to można przez postawienie diagnozy. Jest diagnoza, jest pewnik naukowy. Lecz tu czeka nas niespodzianka. W przypadku większości chorób lekarz tym różni się od laika, że stwierdza więcej, niż wszyscy możemy zobaczyć. Przychodzimy z czymś co widzimy, a lekarz robi coś, na co sami byśmy nie wpadli - na przykład daje skierowanie na prześwietlenie i ogląda zdjęcie - i na tej podstawie rozpoznaje przyczynę, której bez niego byśmy odgadnąć nie mogli. Czyli że na przykład czyjeś tiki są spowodowane przez ucisk guzka na mózg. My wiemy tylko o tikach. Lekarz dzięki swej wiedzy odkrył mechanizm, który je wywoływał.
Z ADHD tak nie jest. Diagnozę wydaje się objawowo. Co to znaczy? Ano po prostu pewne określone zachowania dziecka uprawniają do wpisania w kartę czterech literek. Jakkolwiek dziwacznie by to nie zabrzmiało takie są fakty. Jest nazwa, ale nie ma wyjaśnienia. Żadna cecha mózgu - różnica w unerwieniu, ucisk, wylew czy niedorozwój, żadna nadczynność czy niedoczynność gruczołu, wada genetyczna czy zatrucie, bakteria lub wirus, ucisk lub niedocisk, ciśnienie płynu lub niewłaściwy jego skład - nic z tych rzeczy nie stanowi o tej niezwyklej diagnozie. Nie ma opisu mechanizmu. Żadnej teorii o przyczynie i oprócz zbioru pytań do rodziców czy dziecko robi to lub tamto, gdzie odpowiedzi wydawane głosem uczenie przelicza się na punkty nie ma tu żadnego obiektywnego, fizjologicznego testu. Przez kilka lat po wynalezieniu opisanego tu skrótu wierzono, że da się to zrobić. Weźmiemy dzieci którym postawiono tę diagnozę, sprawdzimy ich EEG, zmierzymy przewodnictwo elektryczne skóry, prześwietlimy czaszkę, zbadamy ruchy gałek ocznych, może ich DNA przeanalizujemy nawet i w końcu odkryjemy co te dzieciaki łączy. Czyli wywołuje ADHD. Które istnieje. I później już będzie można w drugą stronę - weźmiemy wyniki badania dziecka o którym nic od rodziców i nauczycieli nie wiemy, sprawdzimy te parametry które wykryliśmy i będziemy mogli powiedzieć - o, proszę, tu pewnie będzie dziecko z ADHD, bo ten i ten fizyczny parametr jest w tym badaniu zmieniony.
Większość ludzi myśląc o ADHD jest przekonana, że tak właśnie mają się sprawy. Ale to nieprawda. Jak dotąc nic takiego się nikomu nie udało. Nie wiemy w jaki sposób istnieje ADHD. Jedyne co wiemy, to w jaki sposób lekarze wydają tego rodzaju diagnozę. Wydają ją na podstawie punktowanych odpowiedzi na pytania o listę cech zachowania. To wszystko. A oto czego potrzebujemy:
Sześć lub więcej z podanych niżej objawów zaburzeń koncentracji uwagi musi utrzymywać się przez przynajmniej 6 miesięcy w stopniu utrudniającym adaptację (funkcjonowanie) dziecka bądź w stopniu niewspółmiernym
do jego rozwoju.
Zaburzenia koncentracji uwagi:
Sześć lub więcej z podanych poniżej objawów nadruchliwości i impulsywności (nadpobudliwości psychoruchowej) musi się utrzymywać przez przynajmniej 6 miesięcy w stopniu utrudniającym adaptację (funkcjonowanie)
dziecka bądź w stopniu niewspółmiernym do jego rozwoju.
Nadruchliwość:
Impulsywność:
W wielu krajach zachodnich spełnienie przez dziecko powyższych warunków uprawnia do wydania kilkulatkowi recepty na lek psychotropowy, co robi się często i chętnie. W latach 91-95 liczba dzieci regularnie zażywających Ritalin wzrosła w USA trzykrotnie. Kampania reklamowa psychotropów dla dzieci jest obecnie w tym kraju tak silna, że antydepresanty podaje się legalnie nawet takim, co jeszcze nie chodzą.
W Polsce nie doszło jeszcze do rzeczy tak drastycznych, jednak tendencja do medycznego rozumienia normalnych rozwojowo, lecz sprawiających kłopot zachowań dzieci narasta. Opresyjny dziewiętnastowieczny system ustąpił miejsca nowemu, przyjaznemu światu. Ponurego pana z rózgą w dłoni zastąpił uśmiechnięty farmaceuta. Pigułki na święty spokój wydają się czystym i eleganckim rozwiązaniem. Środowiskiem, które najczęściej "odkrywa ADHD" jest szkoła. Uczymy pisać i rachować sześciolatki. Wkrótce dojdziemy do pięciolatków. Czemu nie uczyć czterolatków? A czyż młody człowiek, który już w okresie prenatalnym słuchał angielskich lektorów przez przyciśnięty do brzucha mikrofon nie zrobi kariery skuteczniej? W dobie coraz powszechniejszych kursów jeszcze szybszego czytania to ważkie pytanie wciąż pozostaje otwarte. Coraz wcześniejsze wdrażanie dzieci do długiego bezruchu i utrzymywania uwagi na abstrakcji napotyka na opór biologii. Jak spowodować, by sześciolatek usiedział 45 minut spokojnie? Najpierw spróbuj to zrobić z kurczakiem. Czy nam się to podoba, czy nie, chłopcy w wieku wczesnoszkolnym różnią się od dziewczynek ruchliwością i zdolnością podporządkowania. Mocują się, biegają i krzyczą. Nie pamiętają o szlaczkach. Mają ADHD, można powiedzieć. Przynajmniej ta zdrowsza większość. Bez wątpienia to co robią nie jest przyswajaniem materiału, a skoro nie przekłada się na wynik punktowy, okazać się może problemem. Dlatego też w krajach, gdzie jest to legalne to właśnie oni najczęściej konsumują Ritalin garściami. Im wcześniej zaczniemy ich uczyć, tym więcej ich się będzie diagnozować.
Nie mogąc wskazać czym jest ADHD (oczywiście prócz serii twierdzących odpowiedzi na pytania czy dziecko robi to lub tamto) możemy próbować wskazać, czym ADHD nie jest. Przyjmijmy, że dziecko naprawdę zachowuje się nadpobudliwie. Nie zdaje się nam. Coś jest nie tak i wyraźnie inaczej niż u reszty. Co może być tego przyczyną? Istnieje kilka możliwych powodów na poziomie biologicznym i cała masa psychologicznych. Przez chwilę zajmijmy się biologicznymi.
Powyższa lista absolutnie nie wyczerpuje możliwych przyczyn tego, że dziecko "wręcz organicznie" nie może się skupić, jest nadmiernie ruchliwe lub nie respektuje reguł. Są to jednak powody często występujące. Istotne jest, że jeśli dziecko rzeczywiście zachowuje się nadpobudliwie, proces stawiania diagnozy powinien być tak przeprowadzany, by przynajmniej te jedenaście najbardziej prawdopodobnych powodów stanowczo wykluczyć. Czy tak się dzieje w praktyce? Niestety nie. Diagnoza o czterech literach stawiana jest często w oparciu wyłącznie o wywiad z rodziną i opinię ze szkoły, a więc nie tylko bez jakichkolwiek badań organicznych, ale i bez sprawdzenia, czy nawet wszystkie podręcznikowe warunki do takiej diagnozy zostały spełnione. Podstawowym pytaniem, które należałoby sobie zadać, jest pytanie o to, czy istnieje jakakolwiek sytuacja, miejsce lub czas, w których nadpobudliwośc nie występuje. Jeżeli tak się dzieje, gdzie wówczas przebywa ADHD? Jak to możliwe, że rzekomo organicznie nadpobudliwe dziecko przestawiające w klasie ławki do góry nogami a w domu wywracające regały wspinaczką nie sprawia żadnych kłopotów gdy z dziadkiem wyjeżdża na ryby? Jak to się dzieje, że dzieciak niezdolny spamiętać, że miał pozwalać skończyć gdy ktoś mówi nigdy nie zapomina nakarmić swego psa i zawsze wie o której w TV nadają Ben Tena? To bardzo poważne pytania. Biorąc pod uwagę, że coraz więcej ludzi domaga się leczenia dzieci farmakologią jak to jest w krajach uprzemysłowionych, pytania tego rodzaju są fundamentalne. Najwyraźniej mamy ostatnio jakiś problem z coraz większą ilością dzieci. Pytanie, jaka jest jego natura.
Wyżej mówiliśmy o fizjologii. Czas na problemy z dziedziny psychiatrii. Co może sprawiać, że dziecko lub człowiek dorosły zachowują się nadpobudliwie i nie są w stanie się skupić?
Istnieje kilka innych przyczyn z dziedziny psychiatrii, które także można by tutaj przytoczyć. W wielu przypadkach jednak do diagnozy zgłaszane są dzieci, którym z medycznego punktu widzenia zupełnie nic nie jest. Popularna telewizyjna Super Niania ma do czynienia z tą grupą dzieciaków na codzień. Znający program wiedzą o czym mowa. Te dzieci są straszne. Po prostu nieznośne. Plują na rodziców, przewracają naczynia, krzyczą, drapią i biją. Nie zasypiają kiedy trzeba, jedzą z podłogi.. Zachowują się po prostu jak szalone. Bez wielkiego ryzyka można założyć, że gdyby któreś z nich trafiło do konsultacji w kraju, gdzie ADHD leczy się Ritalinem, zdiagnozowano by je i zlecono chemiczną korektę. Szybko, elegancko i skutecznie. Czy da się inaczej? Problemem większości tych dzieci jest brak reguł w środowisku, w którym żyją. Otoczenie oscyluje między dwiema skrajnościami. Pierwsza, to obojętność lub rezygnacja. Na tym biegunie opiekun godzi się właściwie na wszystko, co dziecko narzuci. Nie ma stałego miejsca do jedzenia, stały czas wyznacza w domu tylko telewizor, nie istnieje coś takiego, jak wydzielone miejsce do zabawy, czy przestrzeń, której naruszać nie wolno. Wolno wszystko. A jeśli nie wolno, należy histerycznie potupać nogami, rzucić siatkę o nadjeżdżający tramwaj, lub rozłożyć się w proteście na chodniku. Zazwyczaj pomaga. Jeśli nie, upadek twarzą wprost w kałużę wyreguluje opornych dorosłych na pewno. Drugi biegun osiąga się, gdy udręczony opiekun wybucha. W takiej chwili to on może wszystko. Zbić, wystawić za drzwi i zapowiedzieć, że więcej nie wpuści, drzeć się wniebogłosy, rzucić czymś lub płakać. Później milczy lub przeprasza. Czy to nasza wina, że sobie nie radzimy? To w ogóle nie jest problem winy. Raczej techniki. Opiekunowie rozszalałych dzieci potrzebują po prostu treningu. Co takiego powinni wyćwiczyć?
Przede wszystkim spokojne, a jednocześnie stanowcze stawianie sprawy w kontakcie z dzieciakiem. Konsekwencja. Trzymanie struktury. Odrzucanie roli męczennika, czy kogoś, kto musi zrobić wszystko i za wszystkich. Jasne i klarowne wydawanie poleceń. Jasne, otwarte wyrażanie dezaprobaty i złości. Tak mówi teoria. W praktyce zrobienie czegoś takiego jest niemożliwe bez pracy nad sobą. Doradzając rodzicom tak zwanych dzieci z ADHD mówi się o czymś takim, jak system zasad i konsekwencji. Jest to zbiór niezmiennych, czytelnych dla dziecka reguł postępowania. Jeśli coś zapowiadasz, robisz to. Jeśli coś jest zabronione, jest zabronione. Stawiasz wymagania, które możesz wyegzekwować. Nie wdajesz się w dyskusję. Reagujesz nie tylko na skrajne, ale i na bardzo drobne przekroczenie obowiązujących reguł. Formułujesz polecenia w sposób pozytywny - na przykład mówisz "usiądź" zamiast "dlaczego ty ciągle biegasz". Internet pełen jest zbiorów takich rad i nie są one wcale głupie. Kłopot w tym, że łatwiej to zalecić, niż zrealizować. W końcu nie bez powodu nie udaje nam się tego zrobić tak po prostu. Zauważyliście, że Super Niania odwiedza każdy dom dwa lub trzy razy? Pierwsze próby zastosowania jej rad najczęściej kończą się klęską, bo stare schematy trzymają się mocno. Dlatego jeśli nadpobudliwość dziecka jest naprawdę poważnym problemem, warto skorzystać z treningu umiejętności wychowawczych dla rodziców i co jakiś czas go powtarzać. Dobrym pomysłem może być też podpatrywanie innych. To, że spróbujemy naśladować znajomych, którym udaje się coś ciekawego, nie znaczy wcale, że sami jesteśmy do kitu. Przeciwnie - jesteśmy sprytnymi ludźmi, którzy chcą się uczyć jak działać skutecznie. Jakaś znajoma umie położyć dziecko spać zawsze o tej samej porze? Sprawdź jak to robi. Posłuchaj jak i co mówi. Wsłuchaj się w brzmienie głosu. Zauważ, czy mówi dużo czy mało. Przyjrzyj się jak się porusza. Co ze wzrokiem? Patrzy wprost na dziecko czy obok? Czy kiedy mówi do dziecka, zajmuje się czymś jeszcze?
Znajomy potrafi sprawić, by dziecko usiadło do lekcji? Nie pytaj go jak to robi. Najpewniej sam tego nie wie. Przyjrzyj się temu w praktyce i sam wyciągnij wnioski. Podpatrz go. To po prostu technika, nic więcej. Czy moje dziecko jest inne niż reszta, czy to ja coś źle robię? Chyba każdy rodzic zadaje sobie czasem to pytanie. Prawda jest taka, że nikt tego nie wie. I nikt się nie dowie. Nie ma żadnej naukowej metody, by z całą pewnością to stwierdzić. Zasady doradzane rodzicom dzieci z ADHD to nic innego, niż całkowicie zdroworozsądkowe sposoby wychowywania każdego normalnego dziecka. Ćwicząc się w ich stosowaniu na pewno nie stracisz.
tekst: Paweł Droździak dla portalu Republika Kobiet
Projekt graficzny i skład: W3 Style Serwisy Internetowe 2009